Dla rodziców

KREATYWNE ZABAWY I GRY Z DZIECKIEM W DOMU !
CZYLI COŚ Z NICZEGO !

1. Teatr cieni - do zabawy potrzebna jest nocna lampka. Na ścianie tworzymy cienie przy użyciu rąk. Najpierw musimy stworzyć postacie, a potem wymyślamy z dzieckiem fabułę. Oprócz kreatywności dzięki zabawie ćwiczymy motorykę małą oraz koncentrację uwagi.

2. Magiczne pudełko - wkładamy do tekturowego pudełka różne przedmioty (długopis, piłka itd.). Dziecko losuje wybrany przedmiot i następnie nie widząc go, ma za zadanie odgadnąć, co to jest. Gdy mu się to uda prosimy, żeby podało 10 możliwych zastosowań albo co mu ta rzecz przypomina np. długopis – magiczna różdżka, pałeczka do jedzenia, wskazówka od zegara.

3. Coś z niczego - potrzebujemy ołówka i kartki. Rysujemy np. kreskę - zadaniem dziecka jest dokończyć rysunek (np. z kreski może powstać domek, kwadrat, człowiek – wszystko wg uznania i wyobraźni). Potem zamiana - dziecko rysuje jeden element, a my kończymy.

4. Recykling - tekturowe miasto - korzystając z opakowań po różnych produktach, można stworzyć domy, auta – to na co pozwala nam wyobraźnia.

5. Eksperymenty -zamieńcie dom w laboratorium. Kuchenne szafki są pełne składników, z których można zrobić eksperymenty np. wulkan w szklance (zabarwioną farbą woda z olejem, do której wrzucamy tabletkę musującą) albo ciecz nienewtonowska (mąka ziemniaczana z wodą).

6. Baza - domek z krzeseł, koców i poduszek. W świecie, który jest opanowany przez dorosłych, można stworzyć miejsce ,do którego dostęp mają tylko dzieci.

7. Kolaż marzeń - wycinamy z gazety kolorowe obrazki, następnie przyklejamy je techniką kolażu.

8. Orkiestra - wspólne generowanie pomysłów, z czego można zrobić instrumenty np. kij deszczowy (butelka z powrzucanymi do środka ziarenkami ryżu); perkusja (garnki, pokrywki)

9. Gra planszowa - stworzenie gry planszowej wg własnego pomysł, ustalenie wymyślonych przez dziecko zasad, zadbanie o szatę graficzną (np. plansza, pionki).

10. Uszyjmy coś - wykorzystując stare ubrania, dziurawe skarpetki możemy stworzyć odzież dla pluszaków.

Miłej zabawy !


BAJKI- POMAGAJKI- NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ

Drodzy rodzice nie jest to typowa bajka pomagajka, ale może trafić zarówno dla dziecka niepełnosprawnego, które może mieć z tego powodu zaniżone poczucie własnej wartości, jak i dla dziecka zdrowego aby je uwrażliwić na problemy niepełnosprawności.

Jolanta Nartowska
„Bajka o słoniku Bartusiu i jego krótszej nóżce”

Słonik Bartuś miał 6 lat. Razem ze swoimi ukochanymi rodzicami – tatą Stefanem, mamą Leokadią i młodszą siostrą Justynką mieszkał w dalekiej i bardzo ciepłej Afryce, wśród gęstych zarośli. Ponieważ był bardzo roztropnym i wesołym słoniątkiem, szybko zaprzyjaźnił się ze słoneczkiem, które codziennie o poranku witało go ciepłym uśmiechem. Bardzo lubił zabawy z siostrą i kolegą Trąbikiem, który był najlepszym przyjacielem Bartusia. Uwielbiali bawić się razem w berka i chowanego. Na wspólnej wesołej zabawie spędzali prawie każdą wolną chwilę. A kiedy czasem było smutno, Bartuś i Trąbik siadali razem w ich ulubionym miejscu – w cieniu rozłożystej palmy i o tym rozmawiali. A kiedy skończyli na serduszkach było im dużo, dużo lżej. Oprócz wspólnych zabaw całej trójki i rozmów z przyjacielem, Bartuś uwielbiał także spacery z całą rodziną. przechadzali się pośród wysokich, kokosowych palm, na których rosło mnóstwo wielkich orzechów – pełnych kokosowego mleka, które Bartuś uwielbiał pić na deser. Podczas przechadzek z rodziną, czuł, że jest najszczęśliwszym słoniątkiem w całej Afryce. Czuł się tak pomimo, że szło mu się troszkę trudniej niż jego siostrze i rodzicom – poruszał się wolniej i szybciej męczył, a bolała go przy tym nóżka, ponieważ była krótsza niż jego pozostałe trzy nóżki. Z powodu krótszej nóżki Bartusia cierpiał także jego kręgosłup, który się wykrzywiał i też dość mocno bolał, kiedy słonik kuśtykał podczas spacerów. Jednak Bartuś nie zwracał na to zbytniej uwagi, najważniejsze było dla niego to, że może wspólnie z najbliższymi cieszyć się i śmiać. Wtedy czuł i wiedział, że jest dla nich ważny i kochają go takim, jakim jest – jego i jego krótszą nóżkę…
Kiedy pewnego dnia cała słoniowa rodzina wróciła już ze spaceru mama, jak co dzień upiekła pyszne, cieplutkie bambusowe ciasteczka, podała kokosowe mleko, które Bartuś tak bardzo uwielbiał i powiedziała do niego:
– Cieszysz się na swój pierwszy dzień w przedszkolu, synku? – To już jutro – pamiętasz?
– Tak, tak mamusiu, pamiętam… odpowiedział z niepewną minką słonik i dodał:
– Wiesz, mamusiu, pamiętam, jak mówiłaś mi o tym, że to bardzo przyjazne i radosne miejsce, w którym poznam wielu kolegów i będę się z nimi bawił. Troszkę boję się tam pójść… Przecież nie będzie tam ani ciebie, ani tatusia, no i Justynki też nie będzie…
W tym momencie Bartuś ściszył głos, a jego oczy zalśniły łzami… Mama natychmiast to zauważyła i ciepłym głosem, przytulając synka mocno do siebie – odpowiedziała:
– Syneczku, rozumiem, że się boisz, to dla Ciebie coś nowego, ale wiesz, wielu z Twoich kolegów też tam jutro pójdzie pierwszy raz. Myślę, że ich serduszka też będą pełne obaw, ale jestem pewna tego, że pani przedszkolanka wszystkie wasze obawy przegoni daleko za góry, za lasy, a wy o nich zapomnicie i będziecie się radośnie bawić, aż do chwili, kiedy po każde z was przyjdą rodzice, by razem wrócić do domu.
– Jeśli tak mówisz, mamusiu, to nie będę się bał! – powiedział już troszkę uspokojony Bartuś. Już po chwili z rozradowaną miną i wypiekami na policzkach wypił swój przysmak zajadając przy tym pyszne ciasteczkowe łakocie.
Nadszedł pierwszy dzień wizyty Bartusia w przedszkolu… Niby wszystko było tak, jak mówiła mu mamusia, niby wszystko się zgadzało, koledzy, zabawki, pani przedszkolanka… Jednak w pewnym momencie Bartuś zauważył, że wokół niego dzieje się coś dziwnego i po cichutku, pytał sam siebie:
– Dlaczego nikt nie chce się ze mną bawić? Czemu wszyscy tak dziwnie na mnie patrzą?
Bartuś długo, długo nad tym myślał, cichutko stojąc pod ścianą i nic z tego nie rozumiał… Tego dnia, wrócił do domu bardzo smutny, opowiedział o wszystkim mamie i rozżalony krzyknął:
– Więcej nie pójdę do przedszkola! – po czym odwrócił się na pięcie i pobiegł do swojego pokoju. Po chwili weszła tam mama i ujrzawszy szlochającego synka, powiedziała:
– Wiesz, kochanie, mi też byłoby bardzo smutno, gdyby nikt nie chciał się ze mną bawić.
Na to Bartuś zaszlochał najgłośniej, jak umiał i z żalem zapytał:
– Ale dlaczego mamusiu? Przecież byłem grzeczny i miły dla wszystkich….
Na to mama po chwili odrzekła z troską w głosie:
– A pamiętasz, syneczku, jak bałeś się pójść do przedszkola i tego, co się tam wydarzy?
– No tak, mamusiu. – odpowiedział zdziwiony Bartuś, a mama dodała:
– Wiesz, dlaczego się tak bardzo bałeś, prawda? No bo, bo… nie wiedziałem, jak tam będzie… – odpowiedział. A mama na to, mocno go przytulając rzekła:
– Wiesz Bartusiu, że jedna z twoich nóżek jest troszkę inna, niż pozostałe, prawda?
– No tak, ale przecież ty też o tym wiesz, mamusiu i tatuś wie, i Justynka… i się ze mną bawicie… – Tak, kochanie – odpowiedziała mama – bo bardzo cię kochamy i wiemy, że jesteś bardzo wesołym, rezolutnym i mądrym słonikiem. Wiemy też, że twoja krótsza nóżka nie przeszkadza ci w zabawie, i , że nie zrobimy ci krzywdy baraszkując razem. – Ale myślę, kochanie, że Twoi koledzy mogli się dziś troszkę twojej nóżki przestraszyć.
– Może wcześniej nie widzieli nikogo z krótszą nóżką i bardzo się temu dziwili? Może bali się, że w zabawie mogą zrobić ci krzywdę i będzie cię bolało? A może nie wiedzieli, jak się z tobą bawić?
Bartuś zamyślił się mocno, słuchając słów mamy i dodał z przejęciem:
– Wiesz mamuś, jeden kolega chyba chciał się ze mną pobawić, bo podszedł do mnie, ale po chwili uciekł… – No widzisz syneczku… – rzekła mama – Jak myślisz, dlaczego tak zrobił?
– Hmm… – zastanowił się Bartuś – pewnie dlatego, że nigdy nie widział takiej nóżki, jak moja i się jej przestraszył, a przecież ona nie gryzie… Ha! Ha! – roześmiał się Bartuś i z uśmiechem krzyknął – Mam pomysł! Mam pomysł!
– Jaki, syneczku? – zapytała zaciekawiona mama, a Bartuś z dumą w głosie rzekł:
– Pani przedszkolanka powiedziała nam , że jutro opowie nam o tym, dlaczego jest tyle różnych zwierzątek na świecie i dlaczego każde jest ważne. A ja i moi koledzy: lwiątko, żyrafiątko, strusiątko i tygrysek, będziemy opowiadać czym różnimy się od siebie. Pójdę do przedszkola i opowiem wszystkim o mojej nóżce , bo przecież nikt z moich kolegów takiej nie ma i opowiem też o tym, że ona wcale nie jest straszna, że nie trzeba się jej bać i że mogę się bawić, bawić i bawić, tak jak wszyscy!
– Brawo! Świetny pomysł! – zawołała mama, a po chwili namysłu, dodała:
– Dziś wieczorem tatuś odbierze od doktora twoje nowe ortopedyczne buciki. Kiedy pójdziesz w nich jutro do przedszkola, możesz opowiedzieć kolegom o tym, że twoje buciki są bardzo wyjątkowe, z magiczną wkładką, która sprawia, że twoje nóżki są równe, nie utykasz i nie boli cię kręgosłup, no i chodzi ci się dużo wygodniej.
– Tak, mamusiu! Właśnie tak zrobię! – zawołał Bartuś i rozradowany pobiegł bawić się w berka z Justynką i Trąbikiem.
Kiedy na drugi dzień Bartuś przyszedł do przedszkola, bardzo cieszył się na to, że będzie mógł wszystkim opowiedzieć o swojej nóżce. Z radością poszedł na zajęcia, grzecznie siadając w kółeczku i tak jak jego koledzy z zaciekawieniem słuchał o tym, że na świecie mieszka bardzo dużo zwierzątek, że wszystkie są tak samo ważne. I chociaż różnią się od siebie są sobie wzajemnie potrzebne… A potem w klasie zrobiło się bardzo głośno, bo każdy chciał opowiedzieć coś o sobie. Kiedy Bartuś zaczął opowiadać o swojej nóżce, zwierzątka otworzyły pyszczki z ciekawości i bardzo się dziwiły słysząc, że urodził się z krótszą nóżką i ucieszyły się, kiedy powiedział, że wcale mu ona nie przeszkadza w zabawie. Słonik czuł się dumny z tego, że wszyscy słuchają go z uwagą i pozwolił nawet, by koledzy mogli dotknąć jego nóżki i przekonać się, że wcale nie jest taka straszna…
A ortopedycznych bucików, które nosił, każdy mu zazdrościł, bo nikt nie miał w swoich magicznej wkładki. Od tamtego dnia nikt z kolegów nie bał się już krótszej nóżki Bartusia i wspólnym zabawom nie było końca.
O autorce
Pani Jola Nartowska jest absolwentką studiów pedagogicznych w specjalnościach pedagogika opiekuńczo – wychowawcza oraz pedagogika rewalidacyjna z wczesnym wspomaganiem rozwoju dziecka. Z zainteresowaniem zgłębia wiedzę dotyczącą psychologii dziecka oraz zagadnień pokrewnych.
Pani Jola osobiście jest niepełnosprawna ruchowo. Ze względu na to, problemy związane z niepełnosprawnością są jej dobrze znane i bardzo bliskie. Chętnie napisze bajki na zamówienie. Zainteresowanych prosi o kontakt mailowy na adres: jla2204@interia.pl




ZABAWY RELAKSACYJNE DLA DZIECI


Dla najmłodszych dzieci ciekawą formą relaksacji są masaże. Oto kilka przykładów:

„ SPACER” ( siedzimy z dzieckiem na dywanie)
Wyruszamy w drogę ( uderzam dłońmi płasko w uda,naśladując odgłosy).
Teraz trochę pobiegniemy( szybciej uderzamy).
Wyprzedza nas jeździec na koniu( wyklepujemy rytm galopującego konia).
Przechodzimy przez most( bijemy się w pierś).
Na brzegu lasu widzimy sarenkę, skradamy się po cichutku, żeby jej nie spłoszyć( czubkami palców dotykamy ud).
Zaczyna wiać wiatr, coraz silniejszy, huragan( wydmuchujemy powietrze, naśladujemy gwizd wiatru).
Sarenka ucieka wielkimi skokami( uderzamy mocno dłońmi w uda, unosimy je w górę i ponownie uderzamy w uda).
Wracamy wolno do domu, niektórzy są zmęczeni i wloką się na końcu, szorując nogami( dłonie udają wolne kroki).

„ DRESZCZYK”
( dziecko siedzi lub leży na dywanie)
Idą słonie po betonie( uderzamy piąstkami po plecach).
Tu płynie rzeczka( ręka wije się wzdłuż kręgosłupa).
Idzie pani na szpileczkach( delikatne kłucie sztywnymi palcami)
z gryzącymi pieseczkami( lekkie szczypanie)
słonko świeci ( głaszczemy wkoło plecy)
pada deszczyk( przebieramy palcami)
czy przeszedł cie dreszczyk( chwytamy lekko za szyję)

„DRZEWKA”(dziecko leży na dywanie na plecach, nogi ugięte w kolanach, stopy pozostają na podłodze. Ramiona ułożone wzdłuż tułowia, przedramiona uniesione do góry. Tekst mówimy wolno i monotonnie demonstrując czynności rąk)

Na skraju lasu rosną młode drzewka, w letni dzień ciepły wietrzyk łagodnie nimi kołysze( powolne ociężałe ruchy przedramion w lewo i prawo).
W południe robi się gorąco, liście drzewek omdlewają( luźne, bezwładne opuszczanie najpierw jednej, a potem drugiej dłoni).
Nadciągnęła niewielka chmurka. Zaczyna padać lekki, spokojny deszczyk, spływa po liściach i po gałązkach. Stają się one ciężkie i chylą się ku ziemi.( Bezwładne opuszczanie jednego a potem drugiego przedramienia).
Ciepły deszczyk kapie tez trawy. Staja się one ciężkie i okładają się na ziemi.( powolne przesuniecie w przód najpierw jednej ,a potem drugiej stopy i luźne ułożenie na dywanie całych nóg).
Słychać szum deszczu( rodzic cicho uderza palcami w stół, krzesło lub podłogę albo szeleści papierem( dziecko spokojnie oddycha).

OPOWIADANIE RELAKSACYJNE

„MIŚ PUCHATEK”

( Dziecko leży wygodnie na dywanie na kocu)

Opowiem ci dzisiaj o pewnym misiu. Miś żyje w dużym ciemnym lesie. Przez cała wiosnę, lato i jesień ciężko pracował, musiał najeść się do syta, musiał także budować sobie posłanie, na którym przez cała zimę będzie spał. Będziemy teraz wspólnie myśleć o tym zmęczonym, spracowanym misiu i będziemy robili wszystko to, co on robi. Misio układa się do głębokiego zimowego snu i kładzie się prościutko na posłaniu. I ty też połóż się prościutko na kocyku. Misio kładzie sobie pod głowę poduszeczkę z zielonego puszystego mchu- ty tez połóż sobie poduszeczkę pod głowę.
Misio leży spokojnie, ma zamknięte oczy, czuje jak odpoczywają jego raczki, nóżki, głowa, buzia i oczki. Najpierw misio czuje, że jego lewa nóżka robi się taka ciężka, coraz cięższa jakby była z drewna czy żelaza. Misio nie może jej podnieść, nóżka stała się leniwa, ale tak jest jej dobrze, cieplutko. Ach jak cieplutko i przyjemnie. Druga nóżka prawa zazdrości lewej nóżce. Wiec aby jej smutno nie było misio myśli o tej drugiej. Druga nóżka robi się taka ciężka, coraz cięższa, że nie można jej podnieść, więc się nie rusza, leży spokojnie, jest jej cieplutko. Ach jak ciepło i przyjemnie. Obie nóżki misia są spokojne, nie ruszają się, takie są dziwne, ciężkie jakby to nie były nóżki misia. Nóżkom jest dobrze i cieplutko.
Teraz łapki misia tez chcą żeby im było tak przyjemnie, więc misio myśli o nich. Najpierw o rączce od okna. Ona chce odpocząć bo bardzo się napracowała. Misio położył rączkę wygodnie na posłaniu wzdłuż swojego ciała. Rączka nie rusza się, paluszki leżą swobodnie. Są leniwe nic im się nie chce robić. Gdy misio myśli o tej rączce ona staje się tez taka ciężka jakby była z żelaza, ale raczka jest cieplutka i jest jej przyjemnie. Teraz misio myśli o tej drugiej rączce, żeby i jej zrobiło się przyjemnie. Najpierw sprawdza, czy rączce jest wygodnie, czy jest ona swobodna, czy paluszki nie poruszają się i nie pracują. Raczka leży spokojnie i gdy misiu o niej myśli ona też staje się cięższa, jak z drewna lub żelaza. I teraz tej drugiej rączce jest dobrze i spokojnie. Raczki i nóżki dalej lezą spokojnie inie ruszają się. Misio prawie ich nie czuje. Jest im dobrze, ciepło odpoczywają. Misiu już o nich nie myśli. Teraz misiu myśli o swojej główce. Opuszcza główkę swobodnie, aż zapada się ona w poduszeczkę. Główka leci w dół....... jest jej dobrze, buzia jest spokojna. Oczka są zamknięte, ale nie trzeba ich zaciskać, bo i tak nic nie widzą, jest ciemno. Buźka sama się otworzyła, ząbki opadły w dół, bo tak jest im dobrze, przyjemnie o niczym nie misio nie myśli. Leżymy spokojnie, cichutko, słuchamy razem z misiem jak szumi las, śpiewają ptaki( nucimy dziecku kołysankę).
Teraz budzimy się i przeciągamy rozkosznie. O jak dobrze, misiu się wyspał i dobrze się czuje. Teraz spróbujemy, czy potrafimy unieść wolniutko w górę jedna nóżkę, potem druga nóżkę w górę i bach!- na posłanie. Teraz to samo spróbujemy zrobić z raczkami: jedna raczka w górę i bach !- na posłanie, teraz druga raczka w górę i bach! Na posłanie. Misio podnosi się i wstaje.( dziecko wstaje).
Przedszkolowo.pl logo